41. 20 marca 2016, 22:15 Komentuj (2)

Dziwne, codziennie myślę o tym co mogłabym opisać na blogu.
Wcześniej, potrafiłam pisać o byle czym, teraz gdy właśnie coś
w moim życiu zaczyna się dziać mi brakuje słów, pomysłu jak ubrać w słowa te chwile.

Nie pracuje już od początku marca, mimo tego czas wcale się nie dłuży.
Codziennie coś robię, najczęściej sprzątam, gotuje, spaceruje.
Od piątku M. ma dwa tygodnie urlopu, zaczniemy przygotowywać sypialnie dla naszej trójki.
Nie mogę się doczekać, jak już zacznę prać wszystkie ciuszki i prasować, dekorować pokój.
Planuje zrobić marynarski kącik.
Mam nadzieje, że Jakubowi się spodoba.

Brzuszek osiągnął już spory rozmiar. Kooooocham go :)
Kocham swoje życie, życie, które noszę w sobie. I M. - nie wiem jakby wyglądało moje życie bez niego.
Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić.
Jest dla mnie wszystkim.




40. 24 stycznia 2016, 16:19 Komentuj (4)

Leżę a raczej leżymy na kanapie ze szklanką świeżego soku,
poczytując gazetki dla przyszłych mam. Do połowy przykryci kocykiem.
Taka leniwa niedziela.
Oj dawno mnie tu nie było.
Przez ten czas wiele się wydarzyło.
Urósł brzuszek i zaczynam powoli czuć moje maleństwo.
Połowa ciąży za nami. Już wiemy kto tam mieszka.
Mały mężczyzna.
Tyle przed nami...
Czuję jakby życie dopiero się zaczynało. Paradoksalnie tak jest.
Ale chodzi o moje życie. Uwielbiam głaskać się po brzuchu.
Lecz samo oglądanie w lustrze już do takich przyjemnych nie należy.
Nie jestem osobą szczupłą, nigdy nie byłam, raczej masywniejsza budowa ciała.
Szerokie biodra, płaski brzuch.
Teraz także większość kilogramów poszło w uda i tyłek.
Brzuszek się zaokrągla, lecz dość powoli.
Jest we mnie sporo niepokoju związanego z nową sytuacją. Wiem, że to normalne.
I wiem, że sobie poradzimy.
Przeczytałam dzisiaj mądry cytat:
Dziecko jest jak walizka - znajdziesz w niej tylko to, co wcześniej tam włożyłeś.

Będziemy się starać najbardziej na świecie aby było w nim bezkresie naszej miłości.
Cieszę się, że moje życie właśnie tak się potoczyło. Spotkałam mężczyznę mojego życia a teraz
po jedenastu latach związku, za kilka miesięcy przyjdzie na świat owoc naszego szczęścia.
Wyczekiwany i kochany od samego początku.
Jesteśmy gotowi.
Nie będzie łatwo, ale jesteśmy gotowi.
A teraz posłuchamy sobie muzyki klasycznej.
Weźmiemy długą relaksującą kąpiel.
I od jutra znowu do pracy.
Jeszcze półtora miesiąca. Mam nadzieję, że ten czas szybko zleci.
Ciężko jest pracować w ciąży. Męczy mnie samo chodzenie a trzeba stać w jednym miejscu osiem godzin...
Już niedługo. Odpoczynek!

39. 02 grudnia 2015, 21:13 Komentuj (1)

Nie wiem czy jest to powrót na stałe.
Nie było mnie tu jakiś czas, wprawdzie podchodziłam kilka razy do napisania paru słów.
Mniejsza z tym. To nie był łatwy okres w moim życiu. Pierwsze miesiące ciąży chyba
nigdy nie są przyjemne.
Teraz zaczynam żyć.
Zaczynam rozumieć swój stan.
I cieszyć się, naprawdę zaczynam się cieszyć.


I szaleją mi hormony, czasem bywam nieznośna.

***

Dalej tkwię w postanowieniu, żeby nie czytać forum.
Kupuję więc gazetki dla mam, przyjemna lektura.
Może czegoś się nauczę. Swoją drogą panikuję,
boje się, że sobie nie poradzę.
Odpowiedzialność na całe życie.

Mieliśmy dzisiaj skan.
Maleństwo do nas machało.
To niesamowite, że mały człowiek rośnie sobie w moim brzuchu.
Chciałabym już je poczuć.






38. 25 października 2015, 20:59 Komentuj (3)

Jestem, żyję, mam się dobrze. (Pomijając wieczne zmęczenie, zasypianie o osiemnastej i chyba nadchodzące mdłości!!! Aaaaaa dzisiejszy dzień był koszmarem, czułam się od rana jakbym spaliła wczoraj czterdzieści papierosów i wypiła pół litra whisky.)

Ostatnie dni to było pasmo ciężkich powrotów do domu.
Remont!
Do tej pory doprowadzamy dom do ładu.
M. właśnie montuje półki w salonie. Czekać tylko jak sąsiad zapuka,
bowiem poinformował mnie właśnie że przebił się do niego na wylot.
Eh.
Wczoraj miałam przypływ energii od szóstej szalałam, umyłam okna, umylam podłogi, poodkurzałam,
wysprzątałam cały dom, ugotowałam pyszny gulasz, którym sama nie mogłam się najeść, upiekłam chleb i jabłecznik.
Przez ostatni tydzień nie zrobiłam tego co wczoraj.
M. Kupił mi sokowirówkę taką wypasioną, jest naprawdę kosmiczna. W minutę rozprawi się z kilogramem marchwi, gdyby się jeszcze sama myła.
Staram się naprawdę zdrowo odżywiać.
Nawet nie ciągnie mnie do słodyczy, ale jogurty owocowe mogę pożerać dzień i w nocy.

Długo zastanawiałam się co zrobić w obecnej sytuacji z blogiem, czy pisać dalej.
Jak wiadomo dziecko zmienia wszystko, już sama ciąża wywraca świat do góry nogami.
Więc nie uchronię tego miejsca od żalenia się na kiepskie samopoczucie, później poród, pieluchy, ząbkowanie i tak dalej.

Byłam dzisiaj na zakupach, weszłam do mojego ulubionego sklepu z kosmetykami the body shop, a tam totalna wyprzedaż 50% taniej, spędziłam tam z dwie godziny. Wyszłam mega zadowolona. Z wielką siatką.
A w domu dopiero do mnie doszło, że teraz powinnam bardziej skupiać się na kosmetykach przeciw roztępom a nie po prostu ładnie pachnących. Haha.
No trudno najpierw zużyje zapasy.

M. zamontował te półki, więc biorę się za układanie książek.





37. 11 października 2015, 20:42 Komentuj (5)

Niedziela wieczór.

Weekend jest stanowczo za krótki.
Upiekłam tort dla M. kończy jutro 27 lat.
Kochany mój, tak się cieszę, że go mam.

Wizytę u lekarza mam w piątek,
czuję się super, jak narazie żadnych mdłości, senności.
Już się nasłuchałam od koleżanek jak to będzie tragicznie,
mam dobre nastawienie, każdy organizm jest inny.
A ja zazwyczaj na wszystko reaguje odwrotnie niż przeciętny Kowalski.

Od tygodnia budzę się o czwartej, codziennie
i mam problem z ponownym zaśnięciem.
W środę zaczyna się remont w domu.
Będzie się działo. Wybraliśmy dzisiaj kolory farb i tapety.
Mamy w domu jeden wolny pokój, który służył za gościnny,
gdy brat przyjeżdżał na wakacje. Jest zaraz koło naszej sypialni.
Idealny na baby room.
Mam na niego wizje, ale jeszcze czas, dużo czasu.
Zajmiemy się tym na wiosnę.

Za dwa tygodnie dentysta, już odczuwam niepokój z tym związany.
I tak pewnie nic mi nie zrobi, do trzeciego miesiąca nie podają tutaj znieczulenia.

Pofarbowałam sobie wczoraj włosy. Wyszło super, od razu lepiej się poczułam.
Nie zamierzam przestać o siebie dbać.

W pracy jestem pod tak zwaną ochronką. Nie dźwigam nie stresuje się, oby tak dalej.
Oczywiście wszyscy zapewne już wiedzą, że jestem w ciąży. W miejscu gdzie pracuje takie wiadomości
zawsze rozchodzą się w tempie ekspresowym.

Kilka osób pogratulowało reszta tylko na mnie patrzy jak na dziwoląga. Haha.
Szczerze mam to w dupie!
Nie zależy mi na obcych ludziach.

Będę matką, muszę stać się lepszym człowiekiem, oczyścić umysł.
Pozbyć się wszelakich negatywnych myśli.

I nie przejmować się pierdołami.
Skarb, który we mnie rośnie jest najważniejszy na świecie!
Wszystko będzie dobrze, musi być.

Dobranoc dobre duszki.
Trzeci tydzień za nami.








36. 07 października 2015, 21:59 Komentuj (3)

Wracam, po kilku szalonych dniach.
Weekend zleciał spokojnie, zakupy, sprzątanie, standardowo wykonany test ciążowy.
Co miesiąc robię w planowany dzień okresu.
Podeszłam do tego bez emocji, byłam dosłownie pewna jednej kreski jak nigdy wcześniej.
Napięcia przedmiesiączkowe dały mi się we znaki.
Wszystkie objawy identyczne jak co miesiąc.
Zrobiłam i za nim doszłam z nim do sypialni, spojrzałam.
Dwie kreski!!
Zamurowało mnie totalnie. Zawołałam Mateusza, bardzo ale to bardzo się ucieszył.
Mną wstrząsnęło, szczęście, niepewność, w takiej chwili ma się milion myśli, nie mogłam spać całą noc. W poniedziałek nie poszłam do pracy.
Pojechaliśmy do przychodni a tam bardzo nie miła Pani poinformowała mnie, że zostałam wyrzucona z przychodni
ponieważ dawno nie byłam. Zaznaczam, że to tylko pół roku a miałam u nich w systemie mnóstwo badań.
Żal. Wczoraj zarejestrowałam się w innej przychodni i za tydzień w piątek mam wizytę.
Poinformowałam moich przełożonych, reakcja była inna niż się spodziewałam. Pogratulowali z uśmiechem na twarzach.
Zrobiłam test elektroniczny wyszło, że jestem między 2 a 3 tygodniem. Dokładnie to osiemnasty dzień. (Pamiętam ten wieczór)

Moje postanowienia.
* nie czytam żadnych forum ciążowych
* wszystkie informacje pobieram od mam ewentualnie od koleżanki, którą uważam za najnormalniejszą
* mam pozytywne nastawienie
* będe się dobrze czuć! (Nie mam pewnie na to zbyt większego wpływu, ale może pozytywne nastawienie pomoże)



Tak bardzo się cieszymy!



35. 01 października 2015, 21:47 Komentuj (5)

Nie chcę uchodzić za kobietę wiecznie niezadowoloną,
nie omija mnie to jednak.
Mogłabym do rana wylewać tutaj gorzkie żale. Pisać o problemach, których praktycznie nie mam.
(Ludzie mają gorzej i są szczęśliwsi)
Wszystkie są wynikiem braku odwagii, silnej woli, samozaparcia.
Nie potrafię zrobić kroku na przód.
Ponieważ nie wierzę w siebie w ogóle.
Koniec użalania.
***
Wychodzę jutro z dziewczynami na piwo.
Planuję się rozerwać, jest we mnie stanowczo za dużo negatywnych emocji.
Może, jakieś zakupy na weekend.
Przydałyby się nowe botki. Widziałam ostatnio ładne i nie drogie w new look.
Lubię często zmieniać buty, taka firma na jesień wystarczy.
Za rok i tak kupię nowe.

Myślę nad zapachem Valentino- valentina
znalazłam w sklepie online połowę taniej. Wprawdzie nie wąchałam. Ale recenzje korcą.

Jestem kobietą, która od czasu do czasu lubi sobie sprawić prezent, tak bez okazji, za wytrwałość
w tej popieprzonej pracy.

M. za dwa tygodnie ma urodziny. Zastanawiam się czy nie zapytać wprost co by chciał dostać. Uważam, że bezsensowne jest kupowanie prezentów na siłę.
Po tylu latach związku wymyślić coś oryginalnego to naprawdę nie lada wyzwanie. Wspominał ostatnio o namiocie wędkarskim. Zastanawiam się w sumie czy pojechać i kupić. Ale z drugiej strony, nie znam się na tym kompletnie.
A on ma te swoje firmy, które preferuje a reszta jest be.
Tak więc najlepiej będzie jak pojedziemy razem.
W tamtym roku kupiłam mu zegarek. Zawsze chciał, porządny z bransoletą. Wybrał, przymierzył i nie rozstaje się z nim na krok.
Ja dostałam robota kuchennego do ciast. Cudowny, praktyczny, marzyłam o nim. Nie chciałam kolejnej buteleczki perfum, które i tak kupuje sobie sama. Jestem dość wybredna w tej kwestii.

***

Byłam właśnie na papierosie (obiecuje sobie codziennie że skończę z nałogiem i nic z tego nie wychodzi)
Zobaczyłam spadającą gwazdę.
Nie wypowiedziałam życzenia.
Nie wierzę już nawet w ich spełnienie.
Tracę siebie, swoją wyobraźnie, zapał, radość życia.

I oby mnie jutro nikt w pracy nie zdenerwował, chcę mieć spokojny weekend.
Odpocząć psychicznie.








34. 28 września 2015, 21:31 Komentuj (2)

W czasie pms mam dziwny niepokój w sobie.
Przejmuję się wszystkim i ogólnie jestem roztargniona.
To był ciężki dzień w pracy, nie miałam siły i strasznie zmarzłam.
Dostałam energii dopiero po powrocie do domu.
Byłam w centrum, na obiedzie w mc'donalds. Wiem, wiem nie zdrowo, ale za to jak szybko.
Nakleiłam pierogów ruskich na jutrzejszy obiad, wykąpałam się i w sumie dopiero usiadłam.
Weekend zleciał jak zwykle w zastraszającym tempie.

Mam dość.
Chcę by moje życie nabrało jakiegoś sensu.

Muzyka na dziś. Myslovitz-telefon


33. 22 września 2015, 21:55 Komentuj (2)

Chleb siedzi w piekarniku, oby wyszedł taki jak wczoraj. (genialny)
M. zjadł połowę gorącego z powidłami. Co sprawiło mi ogromną radość.
Rozmawiałam dzisiaj z mamą i młodym, osiemnastka w styczniu.
Więc zaczyna się myślenie, co i jak zrobić. Najlepsza i najtańsza opcja to
wynajęcie sali, przylecę dwa dni wcześniej, pomogę mamie gotować.
Mądry chłopak zaproponował, żeby zrobić dla rodziny i znajomych jednocześnie.
Sala, którą mamy na oku, mieści na ogół około sto pięćdziesiąt osób.
Także, myślę, że nie będzie problemu z ustawieniem stolika dla znajomych w nieco ustronnym miejscu.
Po podliczeniu wyszło czterdzieści osób.
Ile schabowych trzeba będzie usmażyć. Haha
Zwłaszcza, że ani ja ani mama nie mamy zbyt wielkiego talentu kulinarnego.
Mój starszy brat, jest szefem kuchni.
Ale powiedział dzisiaj młodemu, że może go nie być. Bo ma nawał pracy, przykro mu było.
A ja dostałam, szału jak sie dowiedziałam.
Wprawdzie on mieszka w górach. Ale to jest około trzech godzin od naszego rodzinnego miasta.
Ja mieszkam 1000km. dalej. I do jasnej cholery, nie biorę pod uwagę tego, że mogłoby mnie tam nie być.

On powinien sam zaproponować, pomoc. A nie wymyślać.
Ja przylecę na pięć dni. Muszę dokładnie sprawdzić loty.
Siostra M. Obiecała, że pomoże.
Tata M. może jakiś bigos nam ugotuje. I jakoś damy radę.
Upiekę kilka ciast, zrobię sałatki. Zresztą muszę pomysleć nad menu.
Małe wesele się szykuje. Mój kochany młodszy braciszek niedługo będzie pełnoletni.



***



A. zapytała się mnie czy wybiorę się z nią na całodniowe spa.
Tak, tak, tak!!
Trzeba ustalić termin. I zrelaksować się na maxa.





32. 20 września 2015, 21:08 Komentuj (0)

Eh, znowu niedziela wieczór.
Wypoczęłam dzisiaj.
Ale jak sobie pomyślę o jutrzejszej pobudce przed szóstą,
to odechciewa mi się wszystkiego.

Wczoraj albo raczej dziś poszliśmy spać o trzeciej, wstaliśmy przed dziewiątą.
Znajomy M. został na noc.
Kabarety,beznadzieja, kiepsko słyszałam, siedzieliśmy w prawdzie na środku,
nagłośnienie, też nie było słabe.Problem w tym że, Polska patologia siedziała tuż za nami.
Krzyczeli, przeklinali a kobietę, która zwróciła im uwagę zwyzywali. Nie mogłam się skupić.
Straszne, nigdy więcej. Wstyd!
Myślałam nad tym, źeby napisać do ani-mru mru i ich przeproscić za tą hołotę.
Było widać, że im też to przeszkadzało, ludzie niepotrafiący się zachować, tłuczone szkło.
Skończyli występować dwadzieścia minut przed czasem.
We dwoje na wejściówki straciliśmy 45£
Szkoda kasy, czasu i energii.

Polacy w Uk. Nie wszyscy oczywiście, ale większość oderwana od pługa.
Zdania już chyba nigdy nie zmienię.





31. 18 września 2015, 23:30 Komentuj (2)

Było super, nagadałam się z A. za wszystkie czasy.
Dwa piwa, lekki szum w głowie, toż to ekonomia jak nic.
Jutro jadę na zakupy, kupię sobie piękne wdzianko, nową torebkę,
podkład i eyeliner bo już są na wyczerpaniu.
Taki plan,
potem kosmetyczka i wyjazd do wielkiego miasta na ani mru mru
Czas na relax.
Czas dla mnie i dla nas.
M. Wymyślił żeby na całe święta wyjechać w góry.(Będziemy sami)
Postanowione choinki nie będzie!


Dobry początek weekendu.



Był dziś nieziemski.

30. 17 września 2015, 21:25 Komentuj (3)

Jest po dwudziestej a ja mam jeszcze sporo energii, to dziwne, zazwyczaj o tej porze padam z nóg.
Mój organizm chyba czuję zbliżający się wielkimi krokami
weekend.
Jutro po pracy wychodzę do pubu na drinka.
Bardzo potrzebuję się zrelaksować.
Wyjść do ludzi.
Mam w planie się jeszcze trochę pouczyć , wczoraj chwile poczytałam, potłumaczyłam, pospisywałam słówka, których nie mogę zapamietać.
Muszę się porządnie przyłożyć do tej mojej nauki angielskiego bo aż wstyd.
Moje lenistwo nie zna granic. Jak z tym walczyć?

Ge­nius is one per cent in­spi­ration, ni­nety-ni­ne per cent per­spi­ration.

*
Jestem oschła dla swojego mężczyzny, źle mi tu, więc na nim się odbija.
Czuję się nie ładna, fakt przytyłam, ale to moja wina, że od razu po pracy
ubieram rozciągnięte dresy a po kąpieli pluszową piżamę.
Tylko w weekendy wyglądam ładnie.
Bo tylko wtedy czuję, że żyje.
Tak, tak nadal nie znoszę swojej pracy.
To chyba nigdy się nie zmieni.








29. 16 września 2015, 21:24 Komentuj (2)




Pluń na wszystko, co minęło: na własną boleść i na cudzą nikczemność...
Wybierz sobie jakiś cel, jakikolwiek i zacznij nowe życie.

Bolesław Prus – Lalka






28. 15 września 2015, 21:06 Komentuj (3)

Czas, im bardziej jest pusty,tym szybciej płynie.
Życie pozbawione znaczenia przemyka obok, jak pociąg niezatrzymujący się na stacji.
Carlos Ruiz Zafón – Cień wiatru


Miałam dziwny sen, obudziłam się z poczuciem winy, M. miał dzisiaj wolne, spał sobie
słodko a ja nie mogłam wygrzebać się z łóżka, budzik nastawiony na 5:15. Ostatecznie został wyłączony o 5:50.
Wszystko biegiem. Poranna toaleta, pełny makijaż, wypicie kawy i zjedzenie kanapki w dwadzieścia minut,
biorąc pod uwagę moje poranne zamulenie, wynik całkiem niezły.
W pracy było dobrze, co się rzadko zdarza.
W weekend muszę znaleść czas na zakupy, koniecznie!
Bielizna termoaktywna jest mi bardzo, bardzo potrzebna. Rozważam także kupno kombinezonu narciarskiego.
Inaczej zamienię się w sopel lodu niebawem.
Nie wiem jak długo wytrzymam pracując w chłodni, mój organizm wysiada.
Dokładam tylko po jednym swetrze od czasu do czasu. Myślałam nawet ostatnio, żeby pooklejać się
plastrami rozgrzewającymi lecz obawiam się, że mogę to przedawkować (na ból pleców ) haha- desperacja.
Zdarza mi się co raz cześciej odczuwać potrzebę kontaktu z matką, nawet sama piszę do niej smsy. Dojrzałam?

***

Opowiadałam dzisiaj koleżance jak przed wyjazdem do Anglii upiłam się u mojej starszej o kilkanaście lat znajomej.
Skończyło się na przespaniu całej nocy w łazience blisko klozetu i zaspaniu do pracy w mój ostatni dzień.
Naśmiałam się sama.
Albo o pierwszych urlopach w Polsce, kiedy szalałyśmy z przyjaciółką na imprezach.
I tak Wroclaw najbardziej zapadł mi w pamięć. Najpierw zoo, spaghetti na obiad robione po studencku z ważnymi dla mnie osobami.
Nic więcej mi wtedy nie było potrzebne, byłam szczęśliwa, ja moje dwie przyjaciółki i Ojczyzna.
Zwiedzanie miasta w środku nocy w stanie nietrzeźwym, listopad,
próba odnalezienia miejsca zamieszkania. Kupa śmiechu i cholerny kac rano.
Ciekawe czy te chwile jeszcze kiedyś wrócą i czy tylko dla mnie były ważne?
Koleżanka była w szoku wysłuchając tych opowieści , stwierdziła, że w życiu by nie powiedziała, że ja mogę mieć takie przeżycia.
Ludzie naprawdę mają mnie za ponuraka.

Swoją drogą teraz myślę o konsenkwencjach jakie mogłaby nieść za sobą taka nocna wyprawa, zero we mnie szaleństwa.
Starzeję się?
Tak czy owak, zebrało mi się na wspomnienia.











27. 13 września 2015, 22:27 Komentuj (1)

Nie mam pomysłu na dzisiejszy wpis.
Dzień okazał się jeszcze bardziej nudny niż wczorajszy.
Drugie podejście do chleba zakończone sukcesem.
(Piękny wyrósł, pachniał cały dom.)
Zapach pieczonego chleba poprawił mi humor, który w ten weekend wyjątkowo słabo mi dopisywał.
Od jutra będzie tylko gorzej. Praca!
Siostra M. była dzisiaj w centrum i kupiła mi czapkę,
prosiłam ją, ponieważ w pracy zimno mi w głowę i ciągle bolą mnie zatoki.
Jest tak ładna, że chyba zostawię ją na codzień.
Ot co.



„Za dwadzieścia lat od teraz będziesz bardziej rozczarowany rzeczami, których nie uczyniłeś, niż rzeczami które zrobiłeś. Więc odwiąż liny. Wypłyń z bezpiecznej zatoki. Złap wiatr w żagle. Eksploruj. Śnij. Odkrywaj.”
H. Jackson Brown Jr.

Yhy. Chciałabym poprostu tak zrobić, napewno będę żałować, że zmarnowałam tyle lat w Anglii. Ba! Ja już tego żałuje.
Ale zjechać do Polski po pięciu latach życia tutaj nie jest tak prosto, przynajmniej nam.
Zacząć wszystko od nowa- marzenie.
Może kiedyś się odważę.
Jedyne o czym marzę to mieć swoje miejsce w tym świecie, żyć pełnią życia i być szczęśliwym człowiekiem.
Tu stoję w miejscu choć czas goni, goni jak opętany a ja ciągle w tym samym punkcie.
W czarnej dupie. Dosyć biadolenia. Pora się wyciszyć.

Edit: 22:43

Przeczytałam właśnie cytat, który idealnie wpasowuje się w sytuacje. (I nie chodzi tu o M.)


"Czasami musisz zniknąć. Odwrócić się na pięcie i zobaczyć świat bez niektórych osób. Jeśli ktoś Cię nie docenia, nie stój obok, nie uśmiechaj się jak w taniej produkcji i nie połykaj tłumionych łez, po prostu odejdź. Daj temu komuś szansę na zobaczenie życia bez Ciebie, bez Twojego uśmiechu, humorków i ciągłych rozmów. Nabierz szacunku dla samej siebie, nie pojaw się w tym samym miejscu co zawsze. Daj komuś szanse zatęsknić i pomyśleć, że lepiej umrzeć niż istnieć samotnie."

Autor nieznany




Archiwum: 2017 sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2016 2015